Życie jest proste, krótkie i kruche.

Powiem wprost – nie wierzę w to, że los, bóg, przeznaczenie lub jak kto woli pech, decydują o moim życiu. Jednocześnie jestem przekonana, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Każda decyzja i działanie niesie ze sobą skutki – „nie zastanawiaj się, jakie żniwo dzisiaj zebrałeś, tylko jakie nasiona zasiałeś” – to zdanie trafia w samo sedno.
Z zaciekawieniem obserwuję, co się przede mną pojawia i analizuję w jakim celu.

Od pewnego czasu pracuję także nad tym, aby z pełną odpowiedzialnością konfrontować się z efektami własnych decyzji, ich braku, strachu czy myśli. Tak, myśli również. Bo to one z kolei generują moje emocje, które potrafią nieźle narozrabiać. Im więcej samoświadomości, tym więcej we mnie wstydu za to, co potrafi czasem wyprodukować mój umysł znęcając się nade mną odtwarzając zdarte płyty. Ogromna była moja radość, kiedy całkiem niedawno w końcu uwierzyłam, że mam nad nim kontrolę (a płyty można zatrzymać, jeśli tylko się tego chce)!

I że to mój wybór komu i czemu poświęcam czas i uwagę (również w swojej głowie). Czy to usłyszane słowa, czy może moja interpretacja wywołały ucisk w gardle? Czy większość czasu spędzam na tym, co dla mnie naprawdę ważne? Czy zasilam relacje, które są wartościowe, czy może marnuję energię na te, którym daleko do zrównoważonej wymiany? Czy żyję w zgodzie ze sobą, czy tylko mnożę wymówki, żeby trzymać się jak najdalej od przerażających zmian wymagających wysiłku?

Poddaję w wątpliwość, czy warto:

  • spędzać kilkanaście godzin dziennie w pracy, jeśli w domu ktoś mnie potrzebuje i z każdą kolejną nadgodziną oddala się ode mnie,
  • godzinami wpatrywać się w ogłupiające reklamy w telewizji, skoro tyle ciekawych przeżyć czeka,
  • wmawiać sobie, że nigdy nie spotka się nikogo, kto odwzajemni moje uczucia, bo jest się przeklętym,
  • pielęgnować w sobie przekonanie, że wszechświat jest głupi, bo nie zsyła nam tego, czego chcemy (a może właśnie odpowiada na wszystkie nasze lęki powtarzane jak mantra każdego dnia?),
  • zadręczać się wydarzeniami z przeszłości, na które i tak nie mamy już żadnego wpływu,
  • wykreślać z listy kolejne rzeczy, które mają przynieść szczęście (dom, samochód, wakacje, kariera, osiągnięcia…), a okazują się potem tylko odhaczonymi punktami nie dającymi satysfakcji,
  • angażować się w pracę, która nas nie kręci (albo co gorsze – wykańcza) i powtarzać sobie, że na pewno nie znajdę innej,
  • frustrować się, że inni nie domyślają się, czego potrzebujemy, skoro nigdy nie spróbowaliśmy tego zakomunikować,
  • czekać aż partner zmieni się i będzie w końcu taki, jak sobie wymyśliliśmy
  • czekać – na cokolwiek,
  • przestać wierzyć w miłość/ dobro/ szczęście, kiedy nie dostajemy tego w takiej ilości, w jakiej byśmy sobie życzyli,
  • godzić się na warunki, o których zmianę boimy się zawalczyć,
  • odkładać marzenia na „wieczne potem”,
  • przeglądać facebooka, kiedy naprzeciwko siedzi wartościowy człowiek,
  • wmawiać sobie, że jest się na coś za starym,
  • trzymać kurczowo urazę i sączyć jad, zamiast zapomnieć, przytulić i cieszyć się chwilą,
  • być w przeszłości lub w przyszłości, zamiast tu i teraz,
  • oczekiwać od siebie zbyt wiele,
  • obrażać się,
  • kłamać, żeby przypadkiem komuś nie było przykro,
  • odmawiać sobie małych przyjemności w imię dążenia do „idealnego siebie”,
  • bulwersować się na każdym kroku, jakby świat i ludzie myśleli tylko o tym, żeby nam dowalić,
  • nie uśmiechać się – do siebie, do innych, do sytuacji…

Oczywiście, że to nie łatwe dopuścić do siebie, że moje życie wymaga poprawki. Oczywiście zmiana nawyków to ciężka robota. Przyznać się przed sobą, że sama siebie oszukuję – wyzwanie. Wyrwać się z ról granych przez lata – bolesna przeprawa. Skoncentrować się na tym, co naprawdę ważne i przerwać schemat – odważny krok. Zobaczyć, docenić i zatroszczyć się o naszych bliskich nie powtarzając pod nosem „nie mam czasu, muszę wracać do pracy, ważny projekt…” – uwalniające odkrycie prawdy przed sobą samym. Spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie „przesadziłam, koniec z robieniem z siebie ofiary” – początek drogi rozwoju.

Ach, gdyby odwagę, wolny umysł, uważność, cierpliwość i mądrość (tę po szkodzie, ale bez szkody) można było zamówić na allegro… 🙂

_______________________________________________________________________

Dziś zabieram Was na spacer z piękną parą, a właściwie z trojgiem osób, w letnich okolicznościach przyrody. Właśnie takie momenty warto celebrować!

Już nie mogę się doczekać, kiedy sfotografuję tę rodzinkę w komplecie.

_______________________________________________________________________

[Zdjęcia można również obejrzeć w galerii: sesja ciążowa J&T]